Ciecierski: Nie pozwolę, żeby nas truto!

Mieszkańcy Zakroczymia nie mogą już znieść fetoru, jaki od blisko dwóch lat unosi się nad gminą, zwłaszcza rano i wieczorem. Smród dociera do Modlina Twierdzy, a nawet na drugi brzeg Wisły, do Leoncina. Zdaniem wielu z nich, odór wydobywa się z gminnego wysypiska śmieci, zarządzanego przez firmę PG Inwest. 17 września, na nadzwyczajnej sesji Rady Miejskiej, upubliczniono wyniki audytu, jaki na miejscu przeprowadził specjalista w dziedzinie składowania śmieci – dr inż. Rafał Lewicki.

Zabranych powitał burmistrz Artur Ciecierski. W Gminnym Ośrodku Kultury, gdzie odbywało się posiedzenie, mimo późnej pory pojawiło się wielu mieszkańców, żywo zainteresowanych problemem smrodu, z jakim muszą mierzyć się każdego dnia. Zabrakło natomiast przedstawicieli firmy PG Inwest, która prowadzi składowisko. Umowę na dzierżawę należącego do gminy terenu podpisał w 2014 r. poprzedni burmistrz, Henryk Ruszczyk. Jego również zabrakło na spotkaniu.

Artur Ciecierski przypomniał, że problem fetoru, noszącego znamiona gazu, pojawił się w gminie pod koniec 2016 r. Jak tylko zaczęło śmierdzieć, oczy wszystkich zwróciły się w kierunku gminnego składowiska odpadów, prowadzonego przez firmę PG Inwest. Warto jednak dodać, ze wcześniej nie było z nim żadnych problemów, a zarządca terenu był ten sam.

Jak mówił Ciecierski, odbyło się kilka rozmów telefonicznych i spotkań z prezesem spółki – Piotrem Gołęgowskim. Burmistrz podkreślał, że jego celem było ustalenie źródła fetoru, a nie rzucanie bezpodstawnych oskarżeń bez zapoznania się z wyjaśnieniami ze strony dzierżawcy składowiska. Ten z kolei zapewniał, że przyczyny smrodu mieszkańcy powinni szukać na polach. Jego zdaniem, źródłem fetoru jest gnojowica, nawozy lub inne substancje, wylewane tam przez rolników.

Jak mówi Ciecierski, rozmowy ze spółką, zmierzające do ustalenia przyczyn dławiących zapachów trwały do stycznia 2017 r. Ponieważ w okolicy śmierdziało coraz bardziej, burmistrz wraz ze swoimi urzędnikami podjął kolejne działania.

Zawiadomiono Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska, przyjeżdżała straż pożarna (w tym jednostka ratownictwa chemicznego z Warszawy), o sprawie powiadomiono również marszałka województwa mazowieckiego i ministra środowiska. Ponadto do prokuratury zostało złożone zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa, polegającego na zanieczyszczaniu środowiska.

Mijały miesiące, a problem narastał. Fetor był coraz mocniej wyczuwalny. W związku z tym, że od instytucji, do których się zwracano, nie otrzymano, zdaniem władz gminy, wystarczającej pomocy, burmistrz za zgodą Rady Miejskiej rozpoczął poszukiwania eksperta, który mógłby wejść na składowisko i wykonać audyt z jego funkcjonowania. Tego zadania podjął się dr. inż. Rafał Lewicki.

Jak mówi Ciecierski, audyt trwał kilka miesięcy i zakończył się z początkiem września. Liczący ponad 250 stron dokument, jaki powstał po jego przeprowadzeniu, dostępny jest na stronie www.zakroczym.pl w zakładce „Składowisko odpadów w Zakroczymiu”. 17 września, na nadzwyczajnej sesji Rady Miejskiej, przedstawiono najważniejsze z zawartych w nim wniosków.

Audyt miał na celu przede wszystkim zbadanie stanu technicznego składowiska w stosunku do obowiązujących norm prawnych oraz zmierzenie stężenia substancji, powstających w tym miejscu.

Główne punkty dokumentu przedstawił jego autor – dr inż. Rafał Lewicki.Zanim przeszedł do prezentacji, zapytał obecnych na sali mieszkańców, jak oni odbierają sąsiedztwo składowiska.

– Z tyłu domu kultury i na ul. Tylnej są takie dni, że jak wiatr zawieje z tamtej strony (od składowiska – przyp. red.), to nie idzie okna otworzyć – odpowiedział jeden z mieszkańców. Dodał, że gorzej jest w nocy, gdy wraca z drugiej zmiany.

– Potwierdził pan to, co mi powiedziano w „Biedronce”, że jak pracuje u nich klimatyzacja, to czasami jest trudno wytrzymać – odpowiedział ekspert.

– Bardzo współczuję tym, którzy mieszkają w bliskim sąsiedztwie i bardzo jestem zbulwersowany, jak można było to oddać w obce ręce – kontynuował wzburzony mieszkaniec gminy.

– Na to pytanie, jak można było oddać, panu nie odpowiem, natomiast na pytanie techniczne, dlaczego tak się dzieje (że śmierdzi – przyp.red.), postaram się odpowiedzieć – odparł Lewicki.

Dodał, że audyt opiera się na badaniach i pomiarach, a nie na tym, że „przyszedł i pociągnął nosem”. Niezależnie od tego, kto by zlecił wykonanie pomiarów, wyniki byłyby takie same. Lewicki podkreślił, że jest gotów bronić tego w sądzie, jeśli zajdzie taka potrzeba. To odpowiedź na zarzut, z jakim miał spotkać się w czasie pierwszej wizyty na składowisku. Miał wówczas usłyszeć, że skoro ekspert pracuje dla gminy, z pewnością wynik będzie niekorzystny dla zarządcy składowiska.

– Od 30 lat zajmuję się składowiskami i dotąd nikt mi nie zarzucił nieprofesjonalizmu, więc uważam, że to jest zrobione tak, jak można było najlepiej w danej sytuacji – skwitował Lewicki.

Następnie przedstawił zebranym zdjęcie rurki wskaźnikowej, służącej do pomiaru poziomu siarkowodoru w powietrzu. Wielu mieszkańców twierdzi, że fetor, unoszący się nad okolicą przypomina im zapach gazu lub smród zgniłych jaj. Te poszlaki wskazują na przekroczony poziom siarkowodoru, o czym kiedyś uczono już w szkole podstawowej na lekcjach chemii. Jak mówi Lewicki, pomiary dokonane na składowisku potwierdzają te przypuszczenia.

Na zdjęciu, które przedstawił autor audytu, widać było, że w próbce pobranej z powietrza na składowisku znajdowało się 3, 3% siarkowodoru. Przyznał, że takie ilości siarkowodoru na składowisku spotyka się rzadko.

– Serdecznie państwu współczuję, że macie takie sąsiedztwo. Typowo na składowiskach można oczekiwać od,powiedzmy 100 do 1000-1500 bpm, natomiast państwo macie 33 000 bpm. Troszkę dużo. Ciekawe, co tam było składowane, że daje tagi gaz.– stwierdził Lewicki.

Dodał, że według jego szacunków ok. 50% gazu, który jest generowany na składowisku, ulatnia się w powietrze.

– Składowisko to jest reaktor biochemiczny, to jest żywy organizm, który produkuje gaz przez cały czas, od pierwszej chwili, kiedy zostały na nim złożone odpady i jeżeli tego gazu się nie ujmuje, jeżeli nie odprowadza się go ze składowiska, buduje się w składowisku ciśnienie, tak jak w nadmuchiwanym balonie i ten gaz gdzieś się musi podziać. Gdzie się podziewa? Ano ulatnia się do atmosfery. Jeżeli do atmosfery ulatnia się gaz, który zawiera kilka procent siarkowodoru, to mamy duży problem, bo ten siarkowodór się rozchodzi, następuje dyspersja i nos ludzki go odbiera – mówił ekspert.

Jak stwierdził, największe emisje gazu zanotowano na kwaterze wschodniej (górka, dobrze widoczna od strony trasy S7) oraz na kwaterze południowej, która, zgodnie z pozwoleniem zintegrowanym powinna przyjmować tylko odpady budowlane.

– Tam również zmierzono obecność biogazu, co jest troszeczkę kuriozalne i zmierzono siarkowodór o stężeniu nawet do 4 000 bpm, co znowu też jest kuriozalne, chociaż studium literaturowe pokazuje, że z materiałów budowlanych, gdzie jest składowany gips, mogą takie ilości siarkowodoru być produkowane – dodał Lewicki.

Podkreślił, że w porządku jest kwatera zachodnia.

– Tam nie wykryłem nic, dlatego, że tam jest bardzo dobrze zrobiona pokrywa. Trzeba przyznać, że zrobione to jest porządnie. Z kwaterą zachodnią nie ma większych problemów, poza systemem odgazowania – mówił ekspert.

Jego zdaniem, stworzony na składowisku system studni, wierconych w odpadach, którego zadaniem jest odprowadzanie gazu rurami do elektrowni, nie działa tak, jak powinien. Lewicki uważa, że większość studni na składowisku jest zbyt płytka.

– Ten system działać nie będzie. On po prostu technicznie nie ma prawa działać. Studnie powinny być wiercone co najmniej do 2/3 głębokości składowiska i nie powinny być zalane. – mówił ekspert, powołany przez władze Zakroczymia. .

Stwierdził również, że na wysypisku kuleje gospodarka odciekami, czyli wodą z deszczu lub śniegu, która przesącza się przez odpady i zbiera na dnie. Powinna być wywożona ze składowiska lub, tak jak w przypadku Zakroczymia, rozsączana na jego terenie. Jeżeli jednak jest jej zbyt dużo to, jak wyjaśnia ekspert, wspomaga to powstawanie gazu (odciek przynosi ze sobą bakterie, pożywkę dla nich itd.). Oprócz tego złą stroną recyrkulacji odcieków jest to, że odciek zalega studnie, które służą do odprowadzania gazu, przez co nie działają one właściwie.

Lewicki miał również zastrzeżenia do materiału, z jakiego wykonane są studnie, służące do odprowadzania biogazu do elektrowni.

– Studnie wykonane są z ruch kanalizacyjnych, rur PCV, które nie wytrzymują mechanicznie przesuwania się, osiadania odpadów. Studnie, które są w ten sposób zbudowane, nie przetrwają długo, może pół roku, może rok, może więcej, prawdopodobnie dlatego są wypłycone. – stwierdził prelegent.

Zwrócił też uwagę na brak zaworów przy studniach.

– Składowisko jest organizmem żywym. Te studnie mogą generować jednego dnia więcej gazu, drugiego dnia mniej gazu. Do tego jest technik, który powinien chodzić po składowisku od czasu do czasu, powiedzmy, raz na miesiąc, przykręcać niektóre studnie, otwierać je, w zależności od tego, jaka jest ilość gazu – mówił Lewicki.

Jego zdaniem, eksploatacja systemu odgazowania stwarza zagrożenie powstawania pożarów pod powierzchnią składowiska.

– Składowisko, które pracuje normalnie w systemie beztlenowym, tzn. po przybyciu odpadów produkowany jest metan i dwutlenek węgla, jeżeli dostanie się do tego powietrze, wraca do fazy tlenowej i wtedy temperatura w składowisku podwyższa się z temperatury, powiedzmy 30-40 stopni nawet do 70 stopni. Odpady są znakomitym izolatorem ciepła. Jeżeli nie jest ono odprowadzane do środowiska, akumuluje się, następują reakcje łańcuchowe i następują pożary podpowierzchniowe. – wyjaśniał specjalista.

Dodał, że na kwaterze wschodniej znajdują się dwie studnie, które wykazują temperaturę powyżej 40 stopni Celsjusza, na kwaterze południowej – jedna studnie, w której temperatura sięga 56 stopni Celsjusza, a oprócz tego wykryto w niej dwutlenek węgla.

– Potencjalnie jest to problem do dalszego zbadania, bo może się to palić, ale w środku i dowiemy się dopiero wtedy, jak np. koparka wpadnie do takiej wypalonej jamy albo coś się komuś stanie, bo można iść po wierzchu wysypiska i się po prostu zapaść w taką dziurę, w której temperatura wynosi np. 300-400 stopni i się dokładnie upiec – tłumaczył Lewicki.

Zdaniem autora audytu, pracująca na składowisku elektrownia, produkująca prąd z biogazu, nie spełnia podstawowych norm bezpieczeństwa.

– Przypuszczam, że pierwszy lepszy kumaty strażak albo ktoś z inspekcji pracy natychmiast by to zamknął – skwitował Lewicki, pokazując zdjęcia instalacji grożącej, jego zdaniem, wybuchem i pożarem.

Powołany przez władze ekspert zauważył, że jego zdaniem elektrownia wykorzystuje jedynie skromną część biogazu, który powstaje na składowisku. Reszta idzie w powietrze..

– Jak będziecie mieli szczęście, to łapcie gaz, będziecie bogaci – ironizował Lewicki.

Dodał, że mimo próśb, nie udostępniono mu instrukcji przeciwpożarowej oraz dokumentu zabezpieczenia przed wybuchem, wymaganego rozporządzeniem Ministra Gospodarki od 2010 r. Podobnie miał nie zobaczyć dokumentów, poświadczających uprawnienia osób, obsługujących instalację odgazowującą.

Zaznaczył też, iż nie stwierdził używania przez personel środków ochrony osobistej, adekwatnych do podejmowanego ryzyka.

– Jeżeli występuje siarkowodór, jeżeli występuje metan – gaz palny, to w takim przypadku na składowisko praktycznie nie powinno się wchodzić bez czegoś takiego (tu pokazał przyrząd pomiarowy). Jeżeli np. dostaniecie państwo zaproszenie na dzień otwarty na składowisko i nie będziecie państwo mieli czegoś takiego albo dzierżawca nie zapewni państwa, najlepiej na piśmie, że jesteście państwo bezpieczni, to ja bym tam nie wchodził. To jest czujnik ochrony osobistej, który wykrywa tlen, siarkowodór i gazy palne. Dlaczego siarkowodór? Dlatego, że przy stężeniu ok. 50 bpm nos przestaje go wyczuwać. Siarkowodór paraliżuje nerwy węchowe. Najczęstsze przypadki śmiertelne mają miejsce wtedy, gdy ktoś np. podchodzi do studzienki kanalizacyjnej, czuje, że siarkowodór pachnie, podchodzi bliżej, już nie pachnie, tzn. fajnie, jestem bezpieczny i… pada. Wystarczy jeden haust powietrza z siarkowodorem o zawartości 800-1000 bpm, w zależności od tego, jak silny jest organizm, i można już więcej nie wstać. – wyjaśniał Lewicki.

Autor audytu znalazł też na składowisku „samotną” rurę, którą zidentyfikował jako prawdopodobnie studnię odgazowującą.

– To jest na kwaterze południowej. Zwracam państwa uwagę na unoszący się z tej studni delikatny dymek. Ten dymek zawiera biogaz, którego tam w zasadzie nie powinno być i ten dymek zawiera 4000 bpm siarkowodoru. To, proszę państwa, lata, 24 godziny,7 dni w tygodniu. Nie ma żadnej kontroli. Nie ma nawet podstawowego biofiltra, który dla przyzwoitości można było tam zainstalować. Nie jest to połączone z systemem odgazowania, po prostu idzie w powietrze. – opowiadał Lewicki.

Po wystąpieniu powołanego przez władze gminy eksperta głos zabrał burmistrz Artur Ciecierski.

Włodarz przyznał, że kwestią dyskusyjną jest, czy wyniki audytu mogą być uznawane przez sądy, ale po jego przeprowadzeniu władze i mieszkańcy mają wreszcie konkretny punkt zaczepienia. Tu włączył się autor dokumentu, który powtórzył, że jeżeli zajdzie taka potrzeba, jest gotów bronić jego wyników przed sądem i każdą instytucją, w której by chciano je kwestionować.

Następnie Ciecierski przedstawił przebieg działań, jakie podjął po tym, gdy na przełomie sierpnia i września zapoznał się z wynikami audytu. Najpierw opowiedział o swojej wizycie u ministra środowiska, Henryka Kowalczyka.

– Wtedy, kiedy dostaliśmy informację, jakie są wyniki audytu, ja już za dwa dni byłem u ministra środowiska. Napisałem dopiero parę dni temu (na Facebooku – przyp.red.), że jestem już po spotkaniu, ale to nie było tego dnia. Tuż po uzyskaniu informacji o wynikach podjąłem działania, żeby drzwi do pana ministra otworzyć z dnia na dzień. Za dwa dni o godz. 8.30, wspólnie z p. dr. Rafałem Lewickim, osobiście rozmawiałem z ministrem środowiska na ten temat. Nie chcę teraz mówić, jakie kroki zostaną podjęte, bo nie mam tego na piśmie, ale biorąc pod uwagę to, że pan minister potraktował sprawę bardzo poważnie i poprosił do siebie dyrekcję Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska, myślę, że ten walec już ruszył i tutaj nie ma odwrotu – mówił Artur Ciecierski.

Po spotkaniu z ministrem środowiska, wyniki audytu przekazano zarówno jemu, jak i marszałkowi województwa mazowieckiego i Wojewódzkiemu Inspektoratowi Ochrony Środowiska. Po złożeniu pisma do władz wojewódzkich, 14 września Ciecerski poprosił także o pilne przyjęcie na posiedzeniu zarządu województwa mazowieckiego, aby wraz z dr. Rafałem Lewickim mógł przedstawić wyniki audytu. Jak mówi, czeka na odpowiedź i liczy, że sprawa zostanie potraktowana bardzo poważnie.

Co dalej? Być może zostaną zlecone badania przez akredytowane laboratoria (dużo droższe niż przeprowadzony audyt), ale, jak mówi burmistrz, to już nie należy do gminy. Władze Zakroczymia wydały bowiem kilkadziesiąt tysięcy złotych z publicznej kasy, a z dzierżawy składowiska mają jedynie 5 000 zł. Pora więc na ruch ze strony innych instytucji lub firmy PG Inwest.

Dlaczego wyniki audytu nie zostały upublicznione od razu?

Jak mówi Ciecierski, najpierw przekazano je zarządcy składowiska wraz z aneksem do umowy dzierżawy.

– Na pewno będziemy dążyć do tego, by zmienić zapisy umowy dzierżawy, która jest bezwzględnie niekorzystna dla gminy. To nie burmistrz Ciecierski ją podpisał, tylko burmistrz Ruszczyk, 20 stycznia 2014 r. bez akceptacji formalno-prawnej ze strony prawnika reprezentującego gminę. – stwierdził Artur Ciecierski.

Teraz władze Zakroczymia czekają na to, jakie działania podejmą instytucje, które poznały wyniki audytu, na czele z ministrem środowiska. Jak mówi Cicierski, Urząd Miejski nie może zrobić już nic więcej bez rozwiązania umowy dzierżawy. Ta jednak została skonstruowana w taki sposób, że zakroczymski magistrat musiałby zapłacić zarządcy składowiska ogromne odszkodowanie.

– Jeżeli okaże się, że wszystkie organy, na czele z ministrem środowiska, nie będą w stanie wymusić na spółce, żeby zmodernizowała instalację, to nie zawaham się rozwiązać umowy dzierżawy i wtedy będziemy walczyć w sądzie. Ja nie pozwolę, mając takie wyniki audytu, żeby nas truto. – stanowczo stwierdził Ciecierski.

Po utrzymaniu wyników audytu firma PG Inwest wysłała do burmistrza pismo, które zamieszczamy w całości. W czasie sesji nadzwyczajnej Ciecierski nie zostawił na jego treści suchej nitki. Stwierdził, że zarządca składowiska, „śmieje się w twarz” władzom i mieszkańcom Zakroczymia. Ocenę pisma pozostawiamy Czytelnikom.

Wokół składowiska pozostaje jeszcze wiele pytań. Do sprawy powrócimy niebawem

Tomasz Parciński

Fot. zakroczym.pl

 

Odpowiedź PG Inwest na audyt:

Zakroczym, 13 września 2018

Sz. P.
Artur Ciecierski
Burmistrz Gminy Zakroczym

Sz.P.
Radni Rady Miejskiej
Gminy Zakroczym

Szanowny Panie Burmistrzu, Szanowni Państwo Radni,
zwracam się do Państwa w związku z pismem Pana Burmistrza z 4 września br. oraz przekazanym
mi opracowaniem dotyczącym składowiska odpadów w Zakroczymiu. Chciałbym odnieść się
do najważniejszych postulatów zawartych w tymże opracowaniu.
Spieszę uspokoić Państwa: wiele z nich realizujemy od dawna z własnej inicjatywy, a realizacja kolejnych w wyniku mojej decyzji, jako zarządcy instalacji, jest od dłuższego już czasu w toku niezbędnych przygotowań.
Z całą mocą podkreślam, że odkąd PG INWEST sp. z o.o. zarządza składowiskiem, działa ono
w zgodzie ze wszystkimi przepisami prawa. Przypomnę, że zakroczymska instalacja znalazła się
w ostatnich miesiącach pod lupą Ministerstwa Środowiska, Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska, a także Państwowej Straży Pożarnej (w tym warszawskiej specjalistycznej jednostki ratownictwa chemicznego). Żadna z instytucji państwowych podczas licznych kontroli, w tym tych
o charakterze niezapowiedzianym, nie stwierdziła istotnych uchybień w funkcjonowaniu składowiska.
Chcę też wyraźnie zaznaczyć, że raport opracowany na zlecenie gminy jest w świetle prawa dokumentem prywatnym, a zatem nie obliguje zarządcy składowiska do podjęcia postulowanych tam działań. Wiele sformułowań zawartych w tymże opracowaniu uważam za niejasne, a część wniosków – w moim najgłębszym przekonaniu – została sformułowana na wyrost i nie znajduje uzasadnienia
w rzeczywistym stanie instalacji. Nieprzypadkowa jest też jak mniemam czasowa zbieżność publikacji raportu z trwającą kampanią przed październikowymi wyborami samorządowymi. Wszystko
to podnosi temperaturę dyskursu i przenosi ją na grunt emocjonalny, ze szkodą dla dobra zakroczymskiej społeczności, nad czym szczerze ubolewam.
Mimo wszystko chciałbym wierzyć, że głównym celem powstania przekazanego mi opracowania jest troska o dobro mieszkańców Zakroczymia – na czym mnie także zależy. Mimo trudnych dotychczasowych relacji z gminą nie tracę nadziei , że poprzez dialog jesteśmy w stanie wypracować satysfakcjonujący wszystkich plan działań. Podkreślam jednak, że aby tak się stało, niezwykle istotną rolę do odegrania, oprócz zarządcy składowiska, mają tu władze gminy, a zatem Państwo Radni i Pan Burmistrz, zwłaszcza w kluczowej kwestii minimalizacji incydentalnie występujących uciążliwości odorowych, o czym w szczegółach poniżej.
Przypominam, że znacząca część postulatów dotyczących składowiska realizowana są od dawna,
a zatem umieszczanie ich w raporcie jest bezzasadne. Na bieżąco serwisowany i regulowany jest system odgazowania, co wynika bezpośrednio z jego codziennej eksploatacji. Prowadzimy też stale monitoring środowiskowy, a wszelkie badania – m.in. gazu składowiskowego, składu odpadów, stanu wód podziemnych – przeprowadzane są zgodnie z pozwoleniem zintegrowanym w cyklu miesięcznym lub kwartalnym. Nasz personel to doświadczeni ludzie przeszkoleni w tym zakresie.
W planach na najbliższy czas mamy (tu kolejna zbieżność z postulatami) zainstalowanie filtrów
na studniach na tzw. kwaterze południowej. Filtry takie zamówiłem z własnej inicjatywy na początku września, jeszcze przed otrzymaniem raportu. Wszystko wskazuje na to, że będą zamontowane
w tym tygodniu.
Wychodząc naprzeciw rekomendacjom autorów raportu jestem gotów i poczyniłem w tej kwestii kroki, aby w terminie do 30 września oznakować studnie gazowe i pozostałe elementy systemu odgazowania stosownymi identyfikatorami i znakami ostrzegawczymi. Jestem ponadto skłonny rozważyć – mimo wysokich kosztów – instalację pochodni biogazowej. Decyzja ta musi jednak zostać poprzedzona szczegółowymi analizami, na co wprost wskazano w opracowaniu sporządzonym
na zlecenie gminy. Tak się zresztą składa, że współautor opracowania Pan Marek Żelichowski – jak wynika z publicznych danych – ma firmę, która produkuje i instaluje właśnie takie pochodnie.
Jednocześnie jeszcze raz powtarzam, że właściwe służby państwowe nie wnosiły do tej pory zastrzeżeń ani do bezpieczeństwa, ani do efektywności funkcjonowania systemu odgazowania.
Wreszcie kwestia uciążliwości odorowych, która budzi największe kontrowersje w relacjach
PG INWEST z gminą. Podkreślam, że specyfika funkcjonowania tego typu  instalacji powoduje,
że mogą one generować pewne uciążliwości odorowe. Odkąd PG INWEST przejęła w zarząd składowisko, konsekwentnie dążymy do minimalizacji tychże. Przypominam jednocześnie, że żadna
z przeprowadzonych do tej pory na składowisku kontroli WIOŚ oraz interwencji specjalistycznych jednostek straży pożarnej nie wykazała zagrożenia pożarowego ani toksycznego na terenie składowiska, ani podwyższonych stężeń metanu, tlenku węgla czy siarkowodoru, a jedynie „możliwą okresową uciążliwość zapachową” (cytat z pisma Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Nowym Dworze Mazowieckim).
Przypominam również w tym samym kontekście, że w ostatnim czasie na korzyść PG INWEST orzekł resort środowiska, uchylając decyzję o nałożeniu na spółkę obowiązku sporządzenia tzw. przeglądu ekologicznego. Ministerstwo podkreśliło m.in., że choć składowisko w Zakroczymiu wielokrotnie kontrolował Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska, to tylko raz (!) tzw. gaz składowiskowy był „miejscowo słabo wyczuwalny” poza obiektem. „W pozostałych przypadkach nie stwierdzono obecności substancji złowonnych poza terenem składowiska” – uzasadnia ministerstwo.
Konkludując: w Zakroczymiu według wszelkich dostępnych przeprowadzonych badań uciążliwości odorowe pojawiają się jedynie incydentalnie. Pod rozwagę Państwa poddaję, na ile mogą one być efektem nagminnego używania nawozu z ferm kurzych na tutejszych terenach rolniczych. Wielokrotnie zdarzało się, że w sytuacji, gdy nawóz ten był wywożony na pola, kontrolowane było… składowisko. Ale i wtedy uchybień nie stwierdzono.
Jednocześnie chciałbym poinformować, że również kontrola przeprowadzona przez Państwową Straż Pożarną na terenie składowiska na przełomie czerwca i lipca br. nie stwierdziła zagrożenia
dla otoczenia.
Ponieważ odczuwanie uciążliwości odorowych jest z definicji subiektywne, co prowadzi w naszych relacjach do spornych sytuacji, jestem skłonny podjąć współpracę ze specjalistyczną firmą lub środowiskiem naukowym w celu wykonania dodatkowych badań i weryfikacji otrzymanych obecnie wyników.
W mojej ocenie jedynym racjonalnym sposobem na zminimalizowanie takowych uciążliwości jest możliwie szybkie zakończenie eksploatacji problematycznej, bo przez lata zasilanej wszelkimi rodzajami odpadów (w czasach, gdy gmina samodzielnie zarządzała składowiskiem), tzw. kwatery wschodniej (co sami Państwo postulujecie) i jej prawidłowa rekultywacja.
Według mojej najlepszej wiedzy proces zapełniania kwatery może potrwać nie dłużej niż rok, ale przy założeniu, że na wyłączoną obecnie z eksploatacji kwaterę wschodnią będą dowożone odpady komunalne. Obecnie bowiem mamy do czynienia z kuriozalną sytuacją, w której pomimo zarządzania instalacją wyspecjalizowaną w przetwarzaniu odpadów komunalnych (z nadanym w ostatnim czasie przez Sejmik Województwa Mazowieckiego, na wniosek Zarządu Województwa, statusem RIPOK), przyjmujemy głównie tzw. odpady pobudowlane. i to w małych ilościach, niewspółmiernych
do pojemności składowiska.
Aby zapewnić odpowiedni strumień odpadów przyjmowanych na składowisko, niezbędne jest uwzględnienie go jako instalacji mogącej obsługiwać region warszawski. Ponieważ w tym celu potrzebna jest zmiana Wojewódzkiego Planu Gospodarowania Odpadami, zwróciłem się o to do Sejmiku Województwa Mazowieckiego. Wsparcie gminy dla tego wniosku byłoby tu nie do przecenienia. Niniejszym apeluję zatem do Pana Burmistrza i Państwa Radnych o oficjalne poparcie.
Wbrew obiegowemu twierdzeniu ograniczenie działania instalacji nie rozwiąże kwestii uciążliwości odorowych, podobnie jak przedwczesne zamknięcie składowiska. Również w przekazanym mi przez Pana Burmistrza raporcie znajduje się stwierdzenie, że zmniejszenie uciążliwości może zapewnić jedynie „prawidłowa eksploatacja, rekultywacja, niezbędna infrastruktura i opieka poeksploatacyjna”. Zgadzając się w pełni z tym stwierdzeniem, chciałbym w tym miejscu przypomnieć, że te kwestie regulują przepisy ustawy o odpadach które nakładają na zarządcę także ograniczenia w trakcie różnych faz eksploatacji składowiska, chociażby w kwestii projektowania grubości skarp okrywających.
Jeśli uda się dość szybko zapełnić, a następnie zrekultywować kwaterę wschodnią, wyeliminowane zostanie główne źródło możliwej incydentalnej emisji odorów, co powinno zakończyć tworzenie atmosfery podejrzeń wobec składowiska. Przypominam, że na tę kwaterę wcześniej przyjmowane były przez gminę odpady z dużą zawartością substancji organicznych ulegających rozkładowi.
Dodatkowo PG INWEST przejąwszy w zarząd składowisko musiało przemieścić tam ok. 100 tys. m3 odpadów z nieuszczelnionej przez poprzedników, a więc niespełniającej wymagań środowiskowych kwatery południowej. To wszystko pokazuje, jak wiele musieliśmy zrobić, aby zminimalizować skutki dotychczasowego gospodarowania obiektem przez poprzedników. To także dowód na to, że naszą działalność pojmujemy przede w kategoriach odpowiedzialności za bezpieczeństwo społeczności lokalnej i środowiska naturalnego. Tym bardziej więc tak istotna jest dobra współpraca zarządzającego z samorządem, by razem osiągać zamierzone cele.
Chciałbym zatem zaproponować Panu Burmistrzowi reprezentującemu gminę spotkanie w gronie eksperckim, w którym wzięliby udział autorzy raportu oraz eksperci Spółki. Celem byłoby szczegółowe, merytoryczne omówienie zagadnień raportu i docelowo powołanie zespołu roboczego, w skład którego weszliby przedstawiciele Gminy oraz Spółki. Zadaniem tego zespołu byłoby szczegółowe wypracowanie i wdrożenie optymalnych rozwiązań dotyczących funkcjonowania składowiska wraz z realnym harmonogramem ich realizacji
Ze względu na szeroki zakres przedstawionego opracowania i konieczność jego szczegółowej analizy proponuję, aby takie spotkanie odbyło się po 1 października br.
Musimy pamiętać, że każde składowisko odpadów to z definicji specyficzny obiekt, który może być źródłem różnych uciążliwości. Ale bez instalacji takich jak nasza nie można prowadzić racjonalnej gospodarki komunalnej, dlatego ich istnienie jest nieuniknione. Prowadzący je przedsiębiorcy powinni natomiast czuć, że ich działalność jest potrzebna społeczności po to, aby minimalizować uciążliwości wynikające z funkcjonowania tego typu obiektów, a także mieć wsparcie w lokalnym samorządzie oraz przekonanie, że ponoszone koszty mieszczą się w granicach rozsądku i faktycznych potrzeb.

Z poważaniem,
/-/ Piotr Gołęgowski
Prezes Zarządu
PG Inwest Sp. z o.o.

29 września 2018
Autor: GazetaNDM

NAJCZĘŚCIEJ CZYTANE

Jak teraz zamknę HIT, to będzie wart tyle, co stodoła na polu

Nowy Dwór Mazowiecki

Jak teraz zamknę HIT, ...

Kiedy w październiku 2016 roku Marek Mikuśkiewicz, swego czasu jeden z najbogatszych Polaków, otwierał największe w Nowym Dworze Maz. centrum handlowe HIT, mieszkańcy byli zachwyc...
Znamy gwiazdy Dni Nowego Dworu

Nowy Dwór Mazowiecki

Znamy gwiazdy Dni Nowe...

Dni Nowego Dworu Maz. przyciągają co roku tłumy mieszkańców miasta. Kto tym razem dla nich zaśpiewa? DeMono, Marek Piekarczyk i Margaret będą gwiazdami tegorocznej edycji Dni No...
W mieszkaniu znaleźli zwłoki

Na sygnale

W mieszkaniu znaleźli ...

W czwartek ok. godz. 10, w jednym z mieszkań przy ul. Wojska Polskiego w Nowym Dworze Mazowieckim znaleziono zwłoki 41 – letniego mężczyzny. Na miejsce udał się prokurator. ...
Siedmiolatek  walczy o życie

Nowy Dwór Mazowiecki

Siedmiolatek walczy o...

Na terenie naszego miasta mieszka 7-letni Kacper, jest taki sam jak każdy inny chłopiec w jego wieku. Lubi się bawić, grać w piłkę, chętnie się uczy. Był radosnym dzieckiem do...
Nie żyje 26-latek. Policja szuka świadków

Na sygnale

Nie żyje 26-latek. Pol...

  Policjanci poszukują świadków wypadku, do jakiego doszło wczoraj, przed godz. 21. na ul. Polskiej Organizacji Wojskowej w Nasielsku. Ze wstępnych ustaleń wynika, że 26-lat...
Pomózmy Agnieszce wygrać z chorobą!

Nowy Dwór Mazowiecki

Pomózmy Agnieszce wygr...

Agnieszka Wójcik od lat całe serce oddaje dzieciom i młodzieży. Dzisiaj sama potrzebuje wsparcia. Pomóżmy jej wygrać z chorobą! Od ponad 20 lat Agnieszka Wójcik jest nauczyciel...
Sprawca uciekł z miejsca zdarzenia, nastolatek zmarł

Na sygnale

Sprawca uciekł z miejs...

Minął rok od tragicznego wypadku w Cegielni Kosewo, gm. Pomiechówek, w którym zginął 15- letni Sebastian. Podejrzanego Łukasza K. postawiono w stan oskarżenia. Sprawca wypadku z...
Remont Mostu Pancera na Narwi: ruch wahadłowy – jak długo?

Nowy Dwór Mazowiecki

Remont Mostu Pancera n...

21 listopada miał zakończyć się remont Mostu Pancera na Narwi w Nowym Dworze Maz. Tymczasem nadal obowiązuje tam ruch wahadłowy. Jak długo jeszcze kierowcy będą się męczyć? ...
Nie żyje 78- latek

Na sygnale

Nie żyje 78- latek

Do tragicznego wypadku doszło wczoraj po południu w Smoszewie, gm. Zakroczym.  78-letni mężczyzna kierując peugeotem prawdopodobnie stracił panowanie nad pojazdem w wyniku czego ...
Prace na moście skończą wcześniej, ale będzie zamknięty

Nowy Dwór Mazowiecki

Prace na moście skończ...

Trwa remont mostu Pancera na Narwi w Nowym Dworze Mazowieckim. W godzinach szczytu korki, związane z utrudnieniami na drodze, sięgają nawet kilku kilometrów. Dodatkowo przejazd prze...