8 września 1944 roku ponad setka Romów została zamordowana przez wycofujących się na zachód Niemców. Grób nazistowskich ofiar znajduje się w lesie tuż przy ul. Duchowizna w Zakroczymiu.
Wśród pomordowanych przez nazistów znajdowali się zarówno mężczyźni, kobiety jak i dzieci narodowości romskiej. Zwłoki pomordowanych płonąć miały jeszcze przez kilka dni i nocy, tak Niemcy zacierali ślady swojej „pracy”.
Zbiorowa mogiła upamiętniona została pamiątkowym kamieniem z napisem „W ciemnym lesie ostatni krzyk Romów”. O miejscu tym rozmawiamy z jedną z mieszkanek gminy Zakroczym, która stara się regularnie je odwiedzać i przypominać. Jak nam mówi kiedyś miejsce było zadbane, wokół grobu znajdował się schludny, drewniany płotek, było posprzątane. Dziś drewnianego ogrodzenia już nie ma, a na jego miejsce ustawiono kilka tyczek połączonych zieloną, plastikową siatką. Miejsce wydaje się być zapomniane.
– Starsze pokolenie, gdy spotykało się dawniej, to ta wiedza była bardzo żywa. Temat tej zbrodni często przewijał się. Jako dziecko słuchałam tego z otwartą buzią, bo to było niesamowite. Babcia miała przyjaciółkę, która przeżyła Oświęcim, widziałam te wytatuowane numery. To było po prostu bardzo takie, że człowiek patrzył i nie wierzył. Wśród opowieści temat tego grobu powracał. Według nich dwóch z Romów zgromadzonych tutaj próbowało uciekać. Jeden dobiegł do drogi, tuż przy starym śladzie Drogi Krajowej 62, blisko wiaduktu prowadzącego do Henrysina. Jeden z nich padł a drugiemu udało się przeżyć. Nie wiem ile jest w tym prawdy, ale ten który przeżył wiele lat przyjeżdżał na te groby. Drugi, ten który zginął, został pochowany w miejscu śmierci. Gdy byłam dzieckiem ten las wyglądał nieco inaczej. Droga biegła tak jak teraz a równolegle do niej była ścieżka po której ludzie jeździli rowerami i spacerowali. Przy tej ścieżce był grób, na nim tabliczka, ale nie wiem co było na niej napisane. Na pewno upamiętniała zamordowanego człowieka. Lata mijały i gdzieś ponad 20 lat temu, ludzie przychodzili na Wszystkich Świętych i Zaduszki. Ten grób pamiętałam od dziecka. Któregoś roku, jakieś dwadzieścia lat temu przyszłam i krzyż na tym grobie był już spróchniały. Wykonałam później razem z bratankiem mały drewniany krzyż, a kilka lat temu poprosiłam administratora cmentarza w Kroczewie i dostałam od niego drewniany krzyż. Co roku odwiedzam tamten grób i co roku przyjeżdżam 1 listopada w to miejsce. Zawsze dostaję tez znicze na ten grób od Bogdana Kostrzewskiego, który gdy u niego jestem pyta czy tutaj jadę. Kiedyś czytałam o tej zbrodni w książce pana Szczerbatko i opisywano tam jak ciała tych ludzi były polewane smołą, żeby je spalić, bo ciężko jest uzyskać taką temperaturę, by ciało spopielić. Po ich odjechaniu, o ile pamiętam, to okoliczni mieszkańcy przyszli, ziemia wyglądała tak, jakby podczas spalania ci ludzie jeszcze żyli i się poruszali. To jest miejsce naprawdę ogromnej kaźni – opowiada nam jedna z okolicznych mieszkanek.
Więcej na temat zbrodni a także o relacjach jej bezpośrednich świadków przeczytać można w udostępnionym na stronie internetowej Związku Romów Polskich fragmentu książki: „Mazowiecka katownia. Dzieje Fortu III w Pomiechówku” autorstwa Marka Tadeusza Frankowskiego, do którego podajemy tutaj link: Zaglada-zakroczymskich-Romow-dr-Marek-T.-Frankowski

WF










