Wszyscy razem dla Mikusia!

Mikołaj przyszedł na świat 27 września 2013 r. Ciąża przebiegała prawidłowo, poród odbył się w terminie, a po narodzinach przyznano mu 10 punktów w skali Apgar. Chłopiec rósł zdrowy, szybki, wysportowany, odporny, niezwykle zwinny, wręcz nieposkromiony. Wbiegający na drzewa, zawsze z roześmianą buzią. We wrześniu 2019 r. miał zacząć trenować akrobatykę. 27 lipca 2019 r. zmieniło się wszystko.

Tak pisze matka chłopca:
To była sobota. Mój mąż z dziećmi odwoził mnie do pracy. Wysiadając z samochodu usłyszałam jak zwykle od Mikusia „mama, buziak…” Jak się okazało, były to ostatnie słowa , które usłyszałam tego dnia z ust mojego dziecka.
Kilka godzin później, po skończonej pracy, mieli mnie odebrać . Pamiętam tylko jak podjechal moj mąż z dziećmi,a po chwili nerwowe slowa: „Wsiadaj szybko, coś jest nie tak z Mikusiem”.
Widok prężącego się i opadającego po chwili z sił dziecka, okrutnie płaczącego , poza świadomością, totalnie mną zdruzgotał. Pędziliśmy do najbliższego lekarza tak szybko, jak tylko to było możliwe.
Podczas ekspresowej konsultacji lekarskiej pan doktor pilnie wysłał nas do najbliższego szpitala dziecięcego – wybór padł na szpital w Dziekanowie Leśnym. Tak szybko nie jechaliśmy nigdy wcześniej w życiu.
Po przybyciu na izbie przyjęć już po chwili lekarze dali nam do zrozumienia, że stan jest poważny. Ze względu na drgawki i liczne prężenia pierwszy trop wskazywał na padaczkę. Objawy jednak nie ustawały pomimo podania maksymalnych dawek leków przeciwdrgawkowych. Stan Mikusia poprawiał się tylko na moment. Wykonano tomografię głowy – o dziwo czysto. Ze względu na silne drgawki i niesamowicie szybkie tętno (prawie 200 uderzeń na minutę) zapadła decyzja o wysłaniu karetki i przetransportowaniu Mikołaja do szpitala dziecięcego przy ul.Niekłańskiej w Warszawie.
Pamiętam, że gdy opuszczaliśmy szpital w Dziekanowie usłyszałam od kogoś z personelu: „miejmy nadzieję, że to tylko padaczka” . Zrozumiałam wtedy, że stan jest bardzo poważny.
Transport pędzącą karetką na sygnale z własnym dzieckiem, którego życie jest w ogromnym niebezpieczeństwie to koszmar, którego nie da się wymazać z pamięci.
W szpitalu przy Nieklańskiej z sali resuscytacyjno – zabiegowej Mikuś przeniesiony został na oddział neurologii. Po kolejnych badaniach i sprzecznych objawach padały podejrzenia głównie na zapalenie mózgu. Lekarze szukali przyczyny, zlecali kolejne badania, naprawdę robili, co mogli. Postanowiono, że najbezpieczniej będzie wprowadzić Mikusia w śpiączkę farmakologiczna, podłączyć respirator i przewieźć na OIOM. Pierwsze godziny były koszmarem. Strach o własne dziecko, któremu tak naprawdę nie wiadomo, co dolega, jest paraliżujący. Lekarze robili, co w ich mocy, by zdiagnozować Mikusia. Pamiętam słowa lekarza w pierwszych godzinach „leczymy go wszystkim na wszystko” , a po powtórnej tomografii i po pobraniu płynu mózgowo – rdzeniowego usłyszeliśmy od pana doktora: „wasz syn jest dla nas zagadką. Ma czystą tomografię, ale według mnie coś musi być w tej głowie”.
Kazali nam wracać do domu. Jechaliśmy w milczeniu. Nie da rady opisać, co przeżywaliśmy w domu. Rozpacz to i tak za małe słowo. Wiedzieliśmy, że pierwsze godziny są kluczowe…

Mikuś przeżył noc
W południe mogliśmy go zobaczyć . Pierwszy raz w życiu widziałam OIOM. A tam nasze małe dziecko podłączone do chyba każdej możliwej rurki. Pamiętam tylko czerwone serduszka WOŚP na aparaturze… I ten strach wymieszany z niedowierzaniem, dlaczego to nas spotkało.
Jeszcze kilka dni temu Mikuś wskakiwał na bramę przed naszym blokiem, podciągał się na drążku. A teraz leżał taki pokłuty, nieprzytomny, bezbronny, a my rodzice nic nie mogliśmy zrobić. Nie byliśmy w stanie wydusić z siebie słowa. Dławilismy się łzami. Wszędzie tylko odgłos aparatury.
Kolejnego dnia po wynikach rezonansu z kontrastem usłyszeliśmy diagnozę.
„Wasze dziecko przeszło udar niedokrwienny pnia mózgu . Mamy też znalezisko w głowie: tętniak , który na szczęście nie pękł”.
Pierwsza moja myśl: „udar u tak małego dziecka? Przecież to choroba ludzi w podeszłym wieku”. Potem to sprawdziłam w internecie. Udary dotykają średnio dwoje na 100 000 dzieci. To była jedyna rzecz, jaką przeczytałam.
Diagnoza brzmiała dla nas jak wyrok. A jednak Mikuś przeżył. Miał szczęście w tym całym nieszczęściu. Do lekarzy, którzy podjęli dobre decyzje, do kierowcy karetki,który przebił się przez zatłoczoną Warszawę. Mijały kolejne dni. Wszystko wskazywało na to, że sytuacja jest w miarę opanowana, niestety przyszedł kryzys. Gorączka 40.1 stopni i tragiczna wysypka. Powiem szczerze, że wtedy przeżyliśmy ten horror na nowo. Mikuś nie reagował na leki przeciwgorączkowe. Jedyne, co nam zostało, to modlitwa na szpitalnym korytarzu. Mijały godziny, a stan Mikołaja nie poprawiał się. Okazało się, że to reakcja na kombinację leków. Decyzja o wycofaniu leków, podanie innych, zmiana wkłuć. Udało się, gorączka spadła po dwóch dniach.
Po niemal 3 tygodniach przeniesiono Mikołaja z OIOM-u na oddział neurologii. Nasz synek był już na własnym oddechu. Zostało tylko czekać, aby oszacować wielkość deficytów po udarze. A ten zabrał prawie wszystko…
Mikuś nie ruszał się, nie mówił, karmiony był przez sondę. Buzia bez mimiki.
Po kilku dniach na neurologii pani pielęgniarka wchodzi do naszej sali z wiadomością „Pakujcie się , jedziecie do Kliniki Budzik”.
Możecie nie wierzyć, ale 2 godziny ryczałam ze szczęścia. Klinika Budzik – ośrodek rehabilitacyjny w Międzylesiu dla dzieci w śpiączce i po ciężkich urazach mózgu. Tylko 15 miejsc na całą Polskę. My jesteśmy w tej szczęśliwe piętnastce.
Pierwszy dzień w Budziku był ciężki. Nagle zdaliśmy sobie sprawę, że na rok trzeba będzie odciąć się od normalnego życia. Rok – tyle trwa pobyt w Budziku, gdzie pacjent ma zapewnioną rehabilitację 5-6 dni w tygodniu. Mieliśmy ogromne szczęście, trafiając tu tak szybko, bo niecały miesiąc od urazu. Podobno nie każdy ma tyle szczęścia.
Jesteśmy ogromnie wdzięczni, że nasze dziecko jest otoczone tak wspaniałą opieką. Ekipa fantastycznych ludzi na czele z panią Ewą Błaszczyk, założycielką Fundacji „Akogo?”, od której to wszystko się zaczęło, dyrektorem Budzika panem Maciejem Pirógiem, człowiekiem niezwykle dobrym , zaangażowani i przemili rehabilitanci, specjaliści od różnorakich terapii, fachowi lekarze ,pomocne pielęgniarki i pielęgniarze, zawsze uśmiechnięte panie sprzątające tworzą to wyjątkowe miejsce. I tak jak w szpitalu przy Nieklanskiej tak i tu na każdym kroku czerwone serduszka WOŚP. Nie mogliśmy chcieć więcej. Kiedyś usłyszałam,że w Budziku dzieją się cuda. Przyjeżdżają ludzie z całej Polski, każdy ze swoją koszmarną historią. Zawsze przypadki trudne, wręcz beznadziejne. Jak nasz Mikuś. Pomimo wielu szpitalnych diagnoz dzieci tutaj odzyskują ogrom sprawności.
Naprawdę budzą się do życia.
Nasz Mikołajek przebywa w Budziku od 19 sierpnia. Poki co pozostaje w stanie minimalnej świadomości, jeszcze nie mówi, nie chwyta, nie chodzi, ale postępy już są ogromne. Pozbyliśmy się sondy – Mikołaj jest karmiony za pomocą łyżeczki i widelca. Wraca mimika, uśmiecha się. Najważniejsze jednak, że mamy kontakt pozawerbalny. Odpowiada oczami na nasze pytania. Myśli, pamięta, zna kolory, rozumie co się do niego mówi , śmieje się z żartów. Ruchowo nadal jest bardzo, bardzo ciężko. Przed nami długa droga. Choć usłyszeliśmy w szpitalu, że udar był w „miejscu krytycznym” nazywanym „mało szczęśliwym”, bo to pień mózgu, to my jesteśmy pełni nadziei. Wszyscy widzimy postępy pomimo piekielnie ciężkiego urazu. Nasz syn jest niezwykle zmotywowany, cieszy się z postępów, wciąż nas zaskakuje nowymi umiejętnościami. Naprawdę wierzymy, że się z tego jakoś wykaraska.
Jesteśmy ogromnie zdeterminowani, by Mikuś w jak największym stopniu wrócił do sprawnosci. Dołożymy wszelkich starań, by nie zaprzepaścić tego, co udało się wypracować w Budziku. Jeśli zajdzie taka potrzeba, nie wykluczamy dalszego leczenia poza granicami naszego kraju.
Póki jesteśmy w Klinice Budzik, nie pokrywamy kosztów rehabilitacji, ale po wyjściu będziemy musieli sobie radzić sami. Na chwilę obecną miesięczny koszt rehabilitacji naszego syna szacowany jest na ok. 26 000 zł. Dla nas to kwoty niewyobrażalne, nierealne do zarobienia, czy odłożenia .
Powstała zatem zbiórka dla Mikusia. Nie sądziłam, że kiedykolwiek będę zmuszona prosić o pomoc finansową. Znacznie łatwiej było mi do tej pory jako osobie pomagającej przy tego typu problemach..Zwlekałam z założeniem tej strony, mając nadzieję, że wszystko się ułoży i raz dwa wrócimy do domu i nikt o niczym się nie dowie . Na chwilę obecną już wiemy, że na Budziku nie koniec. Pierwsze lata po urazie są kluczowe. Porządna rehabilitacja, zwlaszcza przy tak rzadkim urazie, jakim jest udar niedokrwienny mózgu w wieku dziecięcym, kosztuje kolosalne pieniądze.
Rehabilitacja jest i będzie trudna, intensywna, niejednokrotnie bolesna.
Marzymy , by Mikołaj zaczął mówić. Bardzo za tym tęsknimy.
Dlatego zwracamy się do Was z ogromną prośbą o wsparcie naszej zbiórki . Za każdy grosz z całego serca dziękujemy. Wiemy, że zwykłe „dziękuję” to mało, ale nie mamy nic innego. Nie mamy słów, by wyrazić naszą wdzięczność.
Słowem zakończenia chcielibyśmy w tym miejscu podziękować.
A mamy za co. Panu Doktorowi Piotrowi Przekorze za czujność i szybką reakcję.
Personelowi Szpitala Dziecięcego w Dziekanowie Leśnym za zaangażowanie i decyzyjność.
Personelowi szpitala przy ul. Niekłańskiej w Warszawie, zwłaszcza Panu Doktorowi Szporowi, Pani Doktor Bogotko, Pani Doktor Fiszer. Dziękujemy Wam, że nie przekreśliliscie naszego dziecka i zrobiliście wszystko , by ratować naszego Mikusia. Dziękujemy za Wasze zaangażowanie, wiedzę, dobre serce. Za nieodbieranie nadziei. Dziękuję sanitariuszom karetki , którą przewożony był nasz synek. Za to, że nie byłam zostawiona sama sobie. Mogłoby się wydawać, że podanie chusteczek, powiedziane w biegu „wszystko będzie dobrze” i poklepanie po ramieniu to nic takiego. A jednak wtedy tylko to trzymało mnie przy zyciu.
Ogromnie dziękujemy paniom Pielęgniarkom – Ciociom z OIOM-u , które niejednokrotnie łatały nasze serca opowieściami o sytuacjach beznadziejnych, które jednak miały swój szczęśliwy finał. Dziękujemy personelowi Budzika za otoczenie nas ogromną troską i życzliwością.
Dziękujemy Wam:
naszym Rodzinom, Przyjaciołom, Koleżankom i Kolegom, Znajomym i Nieznajomym za dobre słowo, modlitwę, każdy gest, otuchę, wsparcie logistyczne przy naszej córce Anastazji. Za każde przytulenie, zrozumienie, odebrany telefon o północy, za każdą przywiezioną kanapkę, czy miseczkę zupy.
Dziękuję ogromnie mojemu Mężowi, który stanął na wysokosci zadania i jest świetnym, troskliwym ojcem .
Napisałam to wszystko do Was, abyście wiedzieli komu pomagacie i od tej pory żebyście byli z nami na bieżąco, bo prosząc Was o wsparcie powinniście wiedzieć co tam u nas nowego.
Justyna Kamińska – mama Mikolaja
Nr konta Komitetu Społecznego do wpłat: 35 8009 1062 0014 0520 5007 0004
Tytułem: Dla Mikusia.

Na podstawie www.facebook.com/Mikuspoudarze opr. Tomasz Parciński

01 lutego 2020
Autor: GazetaNDM

NAJCZĘŚCIEJ CZYTANE

Znamy gwiazdy Dni Nowego Dworu

Nowy Dwór Mazowiecki

Znamy gwiazdy Dni Nowe...

Dni Nowego Dworu Maz. przyciągają co roku tłumy mieszkańców miasta. Kto tym razem dla nich zaśpiewa? DeMono, Marek Piekarczyk i Margaret będą gwiazdami tegorocznej edycji Dni No...
Jak teraz zamknę HIT, to będzie wart tyle, co stodoła na polu

Nowy Dwór Mazowiecki

Jak teraz zamknę HIT, ...

Kiedy w październiku 2016 roku Marek Mikuśkiewicz, swego czasu jeden z najbogatszych Polaków, otwierał największe w Nowym Dworze Maz. centrum handlowe HIT, mieszkańcy byli zachwyc...
W mieszkaniu znaleźli zwłoki

Na sygnale

W mieszkaniu znaleźli ...

W czwartek ok. godz. 10, w jednym z mieszkań przy ul. Wojska Polskiego w Nowym Dworze Mazowieckim znaleziono zwłoki 41 – letniego mężczyzny. Na miejsce udał się prokurator. ...
Siedmiolatek  walczy o życie

Nowy Dwór Mazowiecki

Siedmiolatek walczy o...

Na terenie naszego miasta mieszka 7-letni Kacper, jest taki sam jak każdy inny chłopiec w jego wieku. Lubi się bawić, grać w piłkę, chętnie się uczy. Był radosnym dzieckiem do...
Sprawca uciekł z miejsca zdarzenia, nastolatek zmarł

Na sygnale

Sprawca uciekł z miejs...

Minął rok od tragicznego wypadku w Cegielni Kosewo, gm. Pomiechówek, w którym zginął 15- letni Sebastian. Podejrzanego Łukasza K. postawiono w stan oskarżenia. Sprawca wypadku z...
Pomózmy Agnieszce wygrać z chorobą!

Nowy Dwór Mazowiecki

Pomózmy Agnieszce wygr...

Agnieszka Wójcik od lat całe serce oddaje dzieciom i młodzieży. Dzisiaj sama potrzebuje wsparcia. Pomóżmy jej wygrać z chorobą! Od ponad 20 lat Agnieszka Wójcik jest nauczyciel...
Remont Mostu Pancera na Narwi: ruch wahadłowy – jak długo?

Nowy Dwór Mazowiecki

Remont Mostu Pancera n...

21 listopada miał zakończyć się remont Mostu Pancera na Narwi w Nowym Dworze Maz. Tymczasem nadal obowiązuje tam ruch wahadłowy. Jak długo jeszcze kierowcy będą się męczyć? ...
Nie żyje 26-latek. Policja szuka świadków

Na sygnale

Nie żyje 26-latek. Pol...

  Policjanci poszukują świadków wypadku, do jakiego doszło wczoraj, przed godz. 21. na ul. Polskiej Organizacji Wojskowej w Nasielsku. Ze wstępnych ustaleń wynika, że 26-lat...
Nie żyje 78- latek

Na sygnale

Nie żyje 78- latek

Do tragicznego wypadku doszło wczoraj po południu w Smoszewie, gm. Zakroczym.  78-letni mężczyzna kierując peugeotem prawdopodobnie stracił panowanie nad pojazdem w wyniku czego ...
Prace na moście skończą wcześniej, ale będzie zamknięty

Nowy Dwór Mazowiecki

Prace na moście skończ...

Trwa remont mostu Pancera na Narwi w Nowym Dworze Mazowieckim. W godzinach szczytu korki, związane z utrudnieniami na drodze, sięgają nawet kilku kilometrów. Dodatkowo przejazd prze...